Sprawy potoczyły się dosyć szybko. Ciągle w to nie wierze. To chyba mi się śni:
9:00 Wizyta o lekarza pierwszego kontaktu, skierowanie na USG jąder
11:45 USG jąder - diagnosta mówi, że to rak jądra, spieszy pocieszyć, że mogłem gorzej trafić, w opisie wpisuje:
W dolnym biegunie jądra prawego widoczna jest policykliczna zmiana lub trzy zmiany położone obok siebie o łącznym wymiarze 27x32x17 mm - obraz odpowiada TU. Poza tym w jądrach widoczne są drobne zwapnienia
12:00 Lekarz pierwszego kontaktu daje skierowanie do urologa
13:00 Wizyta u urologa - diagnoza potwierdzona, skierowanie na markery i USG jamy brzusznej pod kątem jakiś węzłów chłonnych (zabrali mi skierowanie)
13:30 Pobranie krwi na markery
14:30 USG jamy brzusznej, opis:
bal bla wszystko w normie
Nie uwidoczniono powiększonych węzłów chłonnych okołoaortalnych ani wzdłuż naczyń biodrowych
19:00 Markery:
Dehydrogenaza mleczanowa (LDH) (K33) - 175 IU/l (zakres referencyjny - 120 ? 246)
Alfa - fetoproteina (AFP) (L07) - < 1,3 ng/ml (zakres referencyjny 0,0 ? 8,0)
Lipemia, wynik: -
Hemoliza, wynik: -
Ikteria, wynik: -
(nie wiem po co to?)
nie ma badania HCG (chyba że te Lipemie to to samo?)
Od urologa dostałem skierowanie do Poradni Nowotworów Układu Moczowo-Płuciowego w Centrum Onkologii na Roentgena w Warszawie. Mam się zarejestrować na dole w rejestracji ogólnej w 21 a potem skierują mnie do pokoju 102.
Pytanie czy warto pchać się na COI na wycięcie. Z tego co teraz czytam to do COI idzie się raczej na konsultacje onkologiczne już po samej operacji wycięcia jądra. Czy ktoś miał usuwane jądro w Warszawie? Jeśli tak to gdzie? Jak się tam dostać jeśli COI to nie dobre miejsce?
Z góry dziękuję za odpowiedz na te nurtujące mnie od 6 godzin pytania (kto by rano pomyślał?

