Na razie tylko w skrócie opiszę sytuację
Chłopak jest 4 lata po nowotworze jądra, miał chemioterapię, po czym jak wszystko się unormowało został tylko pod standardową obserwacją tj. regularnie markery i tomografia, od początku miał w śródpiersu powiększonego węzła chłonnego, ale miał pozostać do obserwacji no i tak po czteru latach po kolejnych kontrolnych badaniach lekarz stwierdziŁ ( po nieznacznym wzroście tej jak to później nazwano narośli) aby to usunąć tak dla bezpieczeństwa. No więc wyjazd do zakopanego, w którym najpierw zrobioną biopsję tej narośli( po kwałku wyszło,że jest to martwe, nieukrwione i nieunaczynione w stanie rozpadu), a na trzy dni później ustalono zabieg( nie pamiętam teraz jak on się nazywa w każdym bądź razie miał on być przez gardło i miał go prowadzić specjalista ze szpitala z zakopanego, który podobno tą metodę zabiegu wymyślił-on też stwierdził, że nadaje się to do usunięcia)niestety do zabiegu (poniedziałkowego)nie doszło ponieważ zabrakło miejsc na OIOM-ie :/ został przesunięty na piątek, niestety chłopak zaczął gorączkować przez co znowu przesunięto zabieg na poniedziałek, tym sposobem mając te skoki gorączkowe zabieg z poniedziałku został przełożony na środę, a tego dnia znowu odwołany.... chłopak będąc wyczerpanym psychicznie poprosił o "wolne" do domu aby tam mógł dojść do siebie, dostał przepustkę na 2 tygodnie i miał wrócić na zabieg. W domu dochodził do siebie na początku miewał lekką gorączkę, potem tylko pocił się w nocy i był osłabiony. Minął tydzień wydawało się, że wszystko wraca do normy, wracały mu siły, wzrosła waga i odżył psychicznie. Istotna informacja: będąc w szpitalu faszerowali go ponad 10 dni ketonalem (doustnie) bez jakichkolwiek leków osłonowych, a wypisując go do domu przepisali augumentin. Tydzień po pobycie w domu jak wyżej wspomniałam czuł się już bardzo dobrze, gdy nagle od razu po zjedzeniu chipsów z ostrym dipem i popiciem tego mirindą( wiem nienajlepsze wyjście) dostał ostrego krwotoku z drogi pokarmowej i oddechowej, oczywiście natychmiast trafił do szpitala, udało się go ustabilizować. Lekarze podejrzewali krwotok z płuc jednak one były czyste, potem jak wypytywali o leki jakie przyjmował doszli pewnie do wniosku, że krwawienie było z żołądka(do tego stanu doprowadził ketonal) wyczyścili go i powiedzieli, że już wszystko jest dobrze, że musi dojść do siebie i potem wypiszą go, a on ma pojechać na zabieg, o którym wcześniej pisałam.Wyniki generalnie ma w porządku poza rtg na którym wyszło powiększone śródpiersie.
Generalnie teraz zachodzimy w głowę co rzeczywiście było przyczyną. Czy ktoś spotkał się z podobną sytuacją lub jest tu jakiś lekarz, który mógłby cokolwiek powiedzieć? Czy to wygląda za związek z ketonalem?a może bardziej z naroślą z śródpiersia?
Przepraszam, że to wszystko takie nieskładne ale chciałam dostać w miarę szybko jakąś opinię.
Z góry dziękuję za odpowiedzi.

