Witam,
Nie dawno poznałam bardzo wartościowego i fantastycznego 31 letniego faceta, powiedział mi, że 2 lata temu chorował na raka jądra. Jądro zostało usunięte. Leczenie odbywało się w Krakowie. Dowiedziałam się, że od tego czasu nie chodził na żadne! badania kontrolne

chyba zwyczajnie ze strachu? na zasadzie "co ma być to będzie". Odbyłam z nim szczerą rozmowę, niestety od tego czasu zaczął mnie emocjonalnie odpychać, unikać. Pokusiłam się o kolejną szczerą rozmowę, po niej rozstaliśmy się, on tak postanowił. Stwierdził, że ma problemy z okazywaniem uczuć, że będzie mnie często odpychał i nie chce mnie zranić, w trakcie rozmowy wyszło, że pod koniec stycznia miał robione badania i nie wyszło jak się wyraził 'za ciekawie'. Ja niestety jestem upartą kobietą nie odpuściła, no i okazało się, że jest to facet który całe życie komuś pomagał, kogoś wspierał, przeżył wiele zawodów w dzieciństwie i w życiu dorosłym, zmagał sie z wieloma problemami. No i zawsze był z tym SAM nikogo nie dopuszczał... z bardzo emocjonalnej rozmowy wiem, ze brakowało mu chyba wsparcia psychologicznego, był tylko przy nim brat nikogo innego nie dopuszczał do siebie. W czasie choroby przybrał (jak dla mnie) maskę pozytywnego optymistycznie nastawionego wesołka, wiecznie uśmiechnięty itp. Poza na zasadzie : ja Ci raku jeszcze pokażę!, nie miał problemów z tym aby codziennie oglądali go studenci, lekarze i pielęgniarki 'podziwiały' go za taką 'postawę' No ale w środku? Po naszej rozmowie, gdzie ja go zmusiłam do myślenia, doszedł do wniosku, ze sam siebie oszukiwał.. że tak naprawdę to nie pokonał w swojej psychice raka, że strach ciągle w nim tkwi, ale go chyba tylko przytłumił ( mówił, ze podczas przepustek wielokrotnie kusił los, igrał ze śmiercią testując ją). Zaproponowałam mu swoją przyjaźń oraz gotowość pomocy, bycia z nim w każdej chwili. Wiem, ze on się bardzo boi wiem, ze ma mieć kolejne badanie pod koniec marca a następne pod koniec kwietnia.
Proszę, czy mógłby mi ktoś powiedzieć jakiego rodzaju maja być to badania? wiem, ze nie podałam żadnych konkretnych informacji, ale chce mu dać czas, na uspokojenie się po naszej rozmowie i powoli delikatnie cierpliwie z nim rozmawiać troszkę wypytać...
Drugie pytanie w jaki sposób mu mogę pomóc? jak go wspierać motywować ? Wiem, ze będę próbować go nakierować na terapię lub rozmowę z psychologiem, z jego strony padło stwierdzenie, że jak okaże się, ze to rak to nie podejmie leczenia.. przeżyje resztę życia tak jak on chce. Niestety tuż po leczeniu trafił na nie do końca kompetentnego psychiatrę, który stwierdził, ze jest OK ja przypuszczam tutaj ciężkie stany lękowe jak nie depresję cykliczną..Nie poszedł do psychologa, uciekł w pracę, skupił się na innych a nie na sobie (zresztą przez całe swoje dotychczasowe życie tak robi) mam wrażenie, ze nie umie przyjąć pomocy, nie dopuszcza do siebie myśli, ze ktoś też bezinteresownie mógłby mu pomóc, że nie musi być przez całe życie silny i gotowy do niesienia pomocy innym.
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź.