Witam,
mam taki dosyć wstydliwy problem. Ostatnio nie wiem czemu strasznie dużo osób z mojego otoczenia, nie ma w tym nic dziwnego ale mam dopiero 21 lat. Już 3 osoby zmarły na raka. Ja od zawsze miałem coś z głową i od dziecka bałem się, że mam raka jąder (wiem żę to głupie).
Od kilku lat zawzięcie chodzę na siłownię. Jakieś 3-4 miesiące temu zacząłem bardzo wymagający trening siłowy, który opiera się na zwiększeniu produkcji testosteronu poprzez przysiady. Nigdy wcześniej tego nie robiłem i już po 2 tygodniach czułem ból ale dokładnie sam nie wiem czego. Raz myślałem że boli mnie kolano a raz że coś obok jąder, raz że jądra, jednym słowem ból promieniował. Obudziły się we mnie moje dziecięce lęki i stwierdziłem że czas się "obmacać". No i poczułem no nie wiem co, coś wypukłego, o twardości takiej samej jak jądro. To coś znajduje się na hmm czubku jądra. Nie jestem specjalistą ale wydaje mi się że to jest to miejsce gdzie jakieś żyłki wchodzą do jądra. Przyznaję że życie mi przed oczami przeleciało, ale mówię sobie "spokojnie, sprawdź 2" i sprawdziłem. Na nim to samo tylko może odrobinę mniejsze. Mój ojciec jest doktorem medycyny i powiedziałem mu o moich podejrzeniach. Zabrał mnie na badania krwi, nie wiem jakie markery były brane pod uwagę ale chyba mój ojciec się nie pomylił. Wyszło że jest wszystko ok. Popatrzyłem na tą kartkę i jednym z markerów była kreatynina(?), a ja jak na złość ok miesiąca wcześniej przestałem brać kreatynę. Nie mam pojęcia czy to mogło mieć wpływ.
Proste pytanie, co mi jest?
Wiem że muszę iść z tym do lekarza, ale odczuwam opór, wstyd? Ale pracuję nad tym
Aha i odrazu mówię nie brałem nigdy żadnych sterydów więc to nie przez siłownię. A i przepuklina też jest wykluczona

